Info

Więcej o mnie.

Moje rowery
Wykres roczny

Archiwum bloga
- 2025, Marzec9 - 14
- 2025, Luty2 - 3
- 2025, Styczeń6 - 6
- 2024, Grudzień4 - 7
- 2024, Listopad2 - 3
- 2024, Październik3 - 3
- 2024, Wrzesień8 - 8
- 2024, Sierpień14 - 18
- 2024, Lipiec19 - 19
- 2024, Czerwiec16 - 18
- 2024, Maj17 - 28
- 2024, Kwiecień13 - 23
- 2024, Marzec12 - 14
- 2024, Luty11 - 15
- 2024, Styczeń5 - 7
- 2023, Grudzień9 - 11
- 2023, Listopad10 - 19
- 2023, Październik12 - 19
- 2023, Wrzesień12 - 23
- 2023, Sierpień16 - 20
- 2023, Lipiec19 - 31
- 2023, Czerwiec12 - 18
- 2023, Maj14 - 19
- 2023, Kwiecień14 - 23
- 2023, Marzec9 - 14
- 2023, Luty10 - 16
- 2023, Styczeń10 - 17
- 2022, Grudzień6 - 8
- 2022, Listopad5 - 7
- 2022, Październik9 - 10
- 2022, Wrzesień13 - 18
- 2022, Sierpień16 - 20
- 2022, Lipiec16 - 31
- 2022, Czerwiec18 - 23
- 2022, Maj15 - 20
- 2022, Kwiecień10 - 10
- 2022, Marzec13 - 24
- 2022, Luty7 - 9
- 2022, Styczeń7 - 13
- 2021, Grudzień7 - 9
- 2021, Listopad8 - 8
- 2021, Październik12 - 21
- 2021, Wrzesień13 - 19
- 2021, Sierpień9 - 9
- 2021, Lipiec14 - 19
- 2021, Czerwiec17 - 21
- 2021, Maj7 - 12
- 2021, Kwiecień8 - 9
- 2021, Marzec11 - 28
- 2021, Luty7 - 11
- 2021, Styczeń5 - 9
- 2020, Grudzień8 - 9
- 2020, Listopad10 - 29
- 2020, Październik11 - 23
- 2020, Wrzesień21 - 33
- 2020, Sierpień17 - 30
- 2020, Lipiec14 - 20
- 2020, Czerwiec18 - 35
- 2020, Maj18 - 52
- 2020, Kwiecień17 - 56
- 2020, Marzec8 - 19
- 2020, Luty9 - 15
- 2020, Styczeń9 - 23
- 2019, Grudzień8 - 23
- 2019, Listopad9 - 21
- 2019, Październik15 - 44
- 2019, Wrzesień7 - 10
- 2019, Sierpień12 - 33
- 2019, Lipiec15 - 38
- 2019, Czerwiec14 - 28
- 2019, Maj10 - 18
- 2019, Kwiecień13 - 33
- 2019, Marzec12 - 29
- 2019, Luty7 - 11
- 2019, Styczeń4 - 11
- 2018, Grudzień5 - 11
- 2018, Listopad9 - 16
- 2018, Październik5 - 21
- 2018, Wrzesień6 - 11
- 2018, Sierpień10 - 26
- 2018, Lipiec6 - 11
- 2018, Czerwiec8 - 6
- 2018, Maj9 - 14
- 2018, Kwiecień9 - 16
- 2018, Marzec4 - 8
- 2018, Luty1 - 0
- 2018, Styczeń4 - 11
- 2017, Grudzień5 - 7
- 2017, Listopad5 - 10
- 2017, Październik4 - 6
- 2017, Wrzesień7 - 11
- 2017, Sierpień12 - 29
- 2017, Lipiec10 - 18
- 2017, Czerwiec7 - 2
- 2017, Maj8 - 3
- 2017, Kwiecień7 - 3
- 2017, Marzec4 - 2
- 2017, Luty2 - 0
- 2017, Styczeń4 - 8
- 2016, Grudzień6 - 5
- 2016, Listopad4 - 1
- 2016, Październik4 - 4
- 2016, Wrzesień10 - 6
- 2016, Sierpień8 - 5
- 2016, Lipiec10 - 2
- 2016, Czerwiec12 - 3
- 2016, Maj16 - 5
- 2016, Kwiecień23 - 4
- 2016, Marzec8 - 4
- 2016, Luty7 - 1
- 2016, Styczeń11 - 17
- 2015, Grudzień11 - 10
- 2015, Listopad12 - 21
- 2015, Październik16 - 5
- 2015, Wrzesień12 - 8
- 2015, Sierpień19 - 17
- 2015, Lipiec12 - 6
- 2015, Czerwiec17 - 14
- 2015, Maj16 - 10
- 2015, Kwiecień16 - 15
- 2015, Marzec11 - 26
- 2015, Luty8 - 10
- 2015, Styczeń10 - 15
- 2014, Grudzień3 - 7
- 2014, Listopad6 - 3
- 2014, Październik16 - 8
- 2014, Wrzesień9 - 5
- 2014, Sierpień12 - 3
- 2014, Lipiec4 - 3
- 2014, Czerwiec9 - 1
- 2014, Maj15 - 6
- 2014, Kwiecień9 - 12
- 2014, Marzec5 - 4
- 2014, Luty9 - 13
- 2014, Styczeń6 - 10
- 2013, Grudzień5 - 7
- 2013, Listopad6 - 2
- 2013, Październik9 - 5
- 2013, Wrzesień5 - 2
- 2013, Sierpień6 - 1
- 2013, Lipiec12 - 6
- 2013, Czerwiec9 - 14
- 2013, Maj14 - 14
- 2013, Kwiecień12 - 10
- 2013, Marzec19 - 11
- 2013, Luty3 - 7
- 2013, Styczeń4 - 5
- 2012, Grudzień3 - 7
- 2012, Listopad8 - 11
- 2012, Październik24 - 21
- 2012, Wrzesień21 - 24
- 2012, Sierpień10 - 7
- 2012, Lipiec8 - 8
- 2012, Czerwiec7 - 7
- 2012, Maj10 - 17
- 2012, Kwiecień6 - 11
- 2012, Marzec8 - 16
- 2012, Luty2 - 2
- 2012, Styczeń3 - 9
- 2011, Grudzień4 - 6
- 2011, Listopad4 - 7
- 2011, Październik6 - 9
- 2011, Wrzesień8 - 19
- 2011, Sierpień15 - 20
- 2011, Lipiec8 - 12
- 2011, Czerwiec4 - 8
- 2011, Maj5 - 8
- 2011, Kwiecień5 - 8
- 2011, Marzec8 - 10
- 2010, Październik5 - 0
- 2010, Wrzesień3 - 0
- 2010, Sierpień3 - 0
- 2010, Lipiec7 - 0
- 2010, Czerwiec5 - 0
Wpisy archiwalne w kategorii
>200
Dystans całkowity: | 1639.10 km (w terenie 297.00 km; 18.12%) |
Czas w ruchu: | 77:19 |
Średnia prędkość: | 21.20 km/h |
Maksymalna prędkość: | 64.60 km/h |
Suma podjazdów: | 4211 m |
Maks. tętno maksymalne: | 179 (90 %) |
Maks. tętno średnie: | 149 (75 %) |
Suma kalorii: | 8416 kcal |
Liczba aktywności: | 7 |
Średnio na aktywność: | 234.16 km i 11h 02m |
Więcej statystyk |
- DST 250.80km
- Czas 12:39
- VAVG 19.83km/h
- VMAX 39.00km/h
- Temperatura 30.0°C
- Podjazdy 821m
- Sprzęt Kellys Soot 50
- Aktywność Jazda na rowerze
PograniczaGravel
Sobota, 29 czerwca 2024 · dodano: 30.06.2024 | Komentarze 1
200+
Raz do roku muszę strzelić sobie dwusetkę. W tym roku padło na ultramaraton organizowany w Radziejowie (Kujawy). Miało być płasko, szybko, fifty-fifty lekki teren i asfalt. Przed startem zapewniali organizatorzy, że objechali trasę gravelami, jest w pełni przejezdna i piachu jest niewiele. Rzeczywistość wyglądała nieco inaczej.
Zachodnią cześć trasy znam dobrze, bo jeździmy w te okolicę na działkę. Wiedziałem jedno, każde wjechanie w las cz polną drogę w tej okolicy wiąże się z walczeniem z piachem. Dobrej jakości dróg szutrowych jest tam sporo, głównie jako dojazdy do działek, gospodarstw i drogi pożarowe.
Startowałem w jednej ostatnich grup, no bo miało być szybko i łatwo. Ciśnienie w oponach ponad 3,5 bara, bo bo to co powyżej.
Startowałem w jednej ostatnich grup, no bo miało być szybko i łatwo. Ciśnienie w oponach ponad 3,5 bara, bo bo to co powyżej.
Krew, pot i piachy
Start dość mocny, kilka kilometrów jedziemy w dwójkę zostawiając swoją grupę daleko w tyle. Później dołączają jeszcze dwaj zawodnicy od 10 kilometra jadę już sam, doganiając osoby z wcześniejszych grup i będą wyprzedzany przez lepszych, który startowali później. Po minięciu czterdziestego kilometra w oddali dostrzegam dwie pomarańczowe koszulki, jadą w dobrym tempie, próbuje ich dogonić. Udaje się po paru kilometrach na piaszczystym leśnym odcinku. Jak się okazało, to paka z Gniezna, jedziemy kilka kilometrów jedziemy razem, aż nie popełniają błędu nawigacyjnego na skręcie i gubię ich z pola widzenia. Dołącza do mnie chłopak na gravelu Krossa, którego później wyprzedziłem kilometr przed metą i z nim doganiamy parkę z Poznania, którzy przejechali już m.in. Wisłę 1200. W tym momencie kończy mi się ślad w GPX, na szczęście zaczął się asfaltowy odcinek i mogłem GPXa na nowo grać w trakcie jazdy. Roztaje się z poznaną poznańską parą przed 70 kilometrem, oni zjeżdżają na stację benzynową. Zaczyna się odcinek leśny. W oddali widzę czerwoną koszulkę, ale w terenie nie jestem w stanie do dogonić. W Gawronach, tuż za śluzą na kanale załapuje się na darmową wodę, którą bezinteresownie rozdawał starszy facet widząc dziesiątki osób na rowerach jadzących pod jego płotem. Piękny gest, po którym doganiam widzianego wcześniej w oddali zawodnika, był to Bartek z Kiesielic. Wspólnie stajemy na przerwie w sklepie w Mielnicy Dużej. Dalej, aż do 111 kilometra jedziemy razem, Bartek robi przerwę na przystanku autobusowym. Do Ostrowa (150 kilometr trasy) jadę sam. W tym czasie nikt mnie nie wyprzedza, nikogo nie doganiam. Pod sklepem spotykam sporą grupę zawodników. Kupuję wodę i Pepsi, krótka przerwa i jadę dalej na zaplanowaną przerwę w Kruszwicy. Po przewie na hot-doga jadę w trzyosobowym składzie dojeżdżamy do Kanału Bachorze Małe. Dalej do mety mijam kilka osób, z jednym chłopakiem na starym góralu jedziemy kilka kilometrów narzekając na los. W trakcie ostatniej godziny dostaje przypływu sił i pokonuje w tym czasie dwadzieścia pięć kilometrów.

Wyścig jedzenia i picia
Jak w każdym ultra ważne jest odpowiednie nawodnienie. Wypiłem 5 litrów wody, dwa piwa bezalkoholowe po 0,5 litra, pół litra Pepsi.
Cztery shoty magnezowe, pięć żeli energetycznych, paczka kabanosów, Snickers, mieszanka studencka (1/3), dwa batony proteinowe, hot-dog z Żabki.

Poznany na trasie Bartek
Co poszło nie tak
Miałem za ciężki rower. Większość osób jechała na lekko. Rzeczy zbędne miałem w podsiodłówce: dodatkowe pół litra wody, powerbank, łatki do dętki.
W połowie trasy rozciąłem palec (nie wiem o co), nie mocno, ale przeszkadzało trochę w jeździe.
Podsumowanie
Większość dystansu przejechałem sam, tak na oko prawie sto osiemdziesiąt kilometrów samotnego kręcenia. Temperatura w okolicach 30 stopni, zmienny wiatr, trudne piaszczyste odcinki sprawiły, że pozornie łatwy maraton podniósł poprzeczkę dość wysoko dla wielu. W ostatniej grupie byli sami faworyci do wygranej, wyprzedzili mnie po 30 kilometrze. Na przerwach pod sklepami, współtowarzysze niedoli narzekali na trasę, a padło tez pytanie po dwusetnym kilometrze jak bawiłem się w piasku. Na mecie, zgodnie z założeniami, znalazłem się sporo czasu przed zachodem słońca. Ostatecznie byłem 41/111. Baza imprezy była na stadionie. Sporo miejsc parkingowych, możliwość bezpłatnego rozbicia namiotu, prysznice i toalety na miejscu. Posiłki na mecie różne do wyboru, bardzo dobre. Prócz kilku niedociągnięć na trasie to wyścig naprawdę udany. Jak na debit to uważam, że mało co można by poprawić.
Zdjęć na trasie za dużo nie robiłem, bo od tego są fotografowie na ultra.
Kujawskie szutry

Po przekroczeniu linii mety dostawało się medal i zimny Miłosław 0%

Zaliczone gminy: Radziejów (318), Bytoń (319), Piotrków Kujawski (320), Topółka (321), Wierzbinek (322), Babiak (323), Sompolno (324), Skulsk (325), Kruszwica (326).
Kategoria >200, Trening/Maraton/Rajd
- DST 257.12km
- Teren 180.00km
- Czas 14:09
- VAVG 18.17km/h
- Temperatura 21.0°C
- Podjazdy 1790m
- Sprzęt Kellys Soot 50
- Aktywność Jazda na rowerze
Zostałem ułanem
Sobota, 13 maja 2023 · dodano: 14.05.2023 | Komentarze 1
Jak co roku jeden z moich wyjazdów musi przekroczyć dwieście
kilometrów.
W tym roku postanowiłem, że będzie to jednodniowy ultramaraton. Padło na Galop 250 w ramach Ułan Ultramaraton w Grudziądzu.
Start 6:30 z Mariny Grudziądz. Tempo od początku było szybkie. Z poznanym na trasie Maciejem stwierdzamy, że jedziemy w swoim tempie i była to dobra decyzja, bo pierwsze sto kilometrów to w większości piaszczyste odcinki. Osoby startujące na rowerach MTB miały na początku przewagę.
Jak późnej rozmawiałem z innymi startującymi, tydzień temu nie było tyle piachu.
Między 100 a 200 kilometrem trasa była szybka i łatwa, więc przeskoczyliśmy o trzynaście pozycji w górę. Na 220 km znów pojawił się długi piaszczysty odcinek. Na koniec do przejechania był SIngletrack Wisła, gdzie wylądowałem w pokrzywach. Z Maciejem się dobrze jechało, on był szybszy na podjazdach, ja na zjazdach.
Linię mety minąłem będąc tuż za połową stawki.
GPX trasy.
W tym roku postanowiłem, że będzie to jednodniowy ultramaraton. Padło na Galop 250 w ramach Ułan Ultramaraton w Grudziądzu.
Start 6:30 z Mariny Grudziądz. Tempo od początku było szybkie. Z poznanym na trasie Maciejem stwierdzamy, że jedziemy w swoim tempie i była to dobra decyzja, bo pierwsze sto kilometrów to w większości piaszczyste odcinki. Osoby startujące na rowerach MTB miały na początku przewagę.
Jak późnej rozmawiałem z innymi startującymi, tydzień temu nie było tyle piachu.
Między 100 a 200 kilometrem trasa była szybka i łatwa, więc przeskoczyliśmy o trzynaście pozycji w górę. Na 220 km znów pojawił się długi piaszczysty odcinek. Na koniec do przejechania był SIngletrack Wisła, gdzie wylądowałem w pokrzywach. Z Maciejem się dobrze jechało, on był szybszy na podjazdach, ja na zjazdach.
Linię mety minąłem będąc tuż za połową stawki.
GPX trasy.


foto: organizator





Tutaj fajny odcinek w śladzie dawnej linii kolejowej.


Rower mi osiwiał od tej trasy.



Piachy premium. Pamiętamy.

Jezioro Mołtawa Wielka


W Iławie uzupełniliśmy płyny.



Na 190 km pomogliśmy Mariuszowi.

Zaliczone gminy: Grudziądz – gmina miejska (278), Sadlinki (279), Kwidzyń – gmina wiejska (280), Kwidzyń – gmina miejska (281), Prabuty (282), Susz (283), Stary Dzierzgoń (284), Zalewo (285), Iława – gmina wiejska (286), Iława – gmina miejska (287), Rogóźno (288), Łasin (289), Kisielice (290), Stolno (291), Chełmno – gmina wiejska (292), Grudziądz – gmina wiejska (293)
Kategoria Trening/Maraton/Rajd, >200
- DST 275.55km
- Teren 12.00km
- Czas 12:10
- VAVG 22.65km/h
- VMAX 60.10km/h
- Temperatura 21.0°C
- Sprzęt Kellys Soot 50
- Aktywność Jazda na rowerze
Jelenia Góra - Poznań
Środa, 18 maja 2022 · dodano: 19.05.2022 | Komentarze 4
Pomysł wspólnego wypadu zrodził się już jakiś czas temu, dokładniejszy termin ustaliliśmy dwa tygodnie wcześniej, a trasę poprzedniego dnia. Plan był prosty: dojechać pociągiem InterCity do Wrocławia, a później Kolejami Dolnośląskimi do Jeleniej Góry i powrót po wyznaczanej trasie rowerami.
Mariusz rzutem na taśmę zdążył na pociąg o 5:22, w zasadzie dzięki mnie, bo trzymałem drzwi wagonu. W Wrocławiu mieliśmy 13 minut na przesiadkę. IC miało opóźnienie, ale jak się potem okazało KD też punktualnością nie grzeszyły. Mimo wszystko w Jeleniej Górze meldujemy się o 9:30.
Wycieczka z Bobrem
Początek trasy zaplanowany mieliśmy tak, żeby jechać przez Dolnośląskie wzdłuż rzeki Bóbr. Awaria toalety w pociągu sprawiła, że za potrzebą mój kompan postawił wybrać się nad Bobrem za miastem i zboczyliśmy z zaplanowanego kursu jadąc wzdłuż rzeki. I to był błąd, duży błąd. Za mostem kolejowym z poniższego zdjęcia w zasadzie ścieżka po której da się jechać rowerem się kończy. Kolejne 2,5 kilometra w zadzie więcej szliśmy niż jechaliśmy, aż dotarliśmy do Perły Zachodu, tracąc pół godziny. Dalej trzymaliśmy się już wyznaczonego kursu. Do kolejnego celu wyprawy docieramy dość szybko - Jezioro Pilchowickie, tama i słynny most, który miał być wysadzony przez ekipę filmową. Pierwszy raz byłem w tym miejscu i zrobiło na mnie wrażenie, po prostu ładnie jest tam.
Kolejny przystanek zrobiliśmy w Lwówku Śląski, gdzie na rynku zjedliśmy lody i zapiliśmy je colą. Kolejne uzupełnianie prowiantu odbyło się w Bolesławcu. Za powiatem bolesławieckim był najgorszy fragment naszej trasy - jazda ruchliwą droga wojewódzką do Szprotawy (Przemkowski Park Krajobrazowy jest średnio przejezdny rowerem).
Kolejny przystanek zrobiliśmy w Lwówku Śląski, gdzie na rynku zjedliśmy lody i zapiliśmy je colą. Kolejne uzupełnianie prowiantu odbyło się w Bolesławcu. Za powiatem bolesławieckim był najgorszy fragment naszej trasy - jazda ruchliwą droga wojewódzką do Szprotawy (Przemkowski Park Krajobrazowy jest średnio przejezdny rowerem).


Bobrowy Jar © kamilzeswaja

Rzeka Bóbr w Jeleniej Górze © kamilzeswaja

Wisząca kładka nad Bobrem © kamilzeswaja



Kładka nad Jeziorem Modrym © kamilzeswaja


Most kolejowy nad Jeziorem Pilchowickim © kamilzeswaja

Jezioro Pilchowickie © kamilzeswaja


Zapora Pilchowice na rzece Bóbr © kamilzeswaja

Jezioro Pilchowickie © kamilzeswaja



Lwówek Śląski © kamilzeswaja

Ratusz w Lwówku Śląskim © kamilzeswaja


Ratusz w Bolesławcu © kamilzeswaja

Wiadukty kolejowe w Bolesławcu © kamilzeswaja
Kolej na rower
Ze Szprotawy, na szczęście bocznymi drogami, docieramy do Stypułowa, gdzie zaczyna się ścieżka "Kolej na rower". Na tej trasie wcześniej byłem już dwa razy z przyczepką, rok i dwa lata wcześniej. Przy byłym dworcu robimy sobie przerwę i ucinamy krótką pogawędkę z okolicznym byłym pracownikiem kolei, który codziennie dojeżdża tą ścieżką do pracy w Kożuchowie. Po kilkunastu minutach ruszamy dalej w kierunku Nowej Soli, gdzie mieliśmy zaplanowany obiad. Makaron przygotowany al dente to było to co nam potrzeba.
Po kilku kilometrach docieramy do wyremontowanego mostu w Stanach, tam robimy zdjęcia i ruszamy dalej. W Kolsku żegnamy się z trasą "Kolej na rower" i jedziemy w kierunku Jesionki.
Po kilku kilometrach docieramy do wyremontowanego mostu w Stanach, tam robimy zdjęcia i ruszamy dalej. W Kolsku żegnamy się z trasą "Kolej na rower" i jedziemy w kierunku Jesionki.

Siecieborzyce - widać, że Lubuskie © kamilzeswaja

Kolej na rower © kamilzeswaja

Przerwa na makaron w Nowej Soli © kamilzeswaja

Dawna stacja kolejowa © kamilzeswaja

Most w Stanach © kamilzeswaja


Kolej na rower © kamilzeswaja

Humory dopisują © kamilzeswaja
Słońce zmierza ku zachodowi
Wjeżdżamy do Wielkopolski. Na granicy obu województw wybudowano w lesie świetne szutrowe ścieżki od Jesionki przez Rudno do wieży widokowej w Świętnie. Po drodze popełniamy błąd nawigacyjny w lesie i sugerując się tabliczką "Świętno 4", skręcamy w leśną drogę, jak się potem okazje bardzo piaszczystą. W Kłębowie zatrzymujemy się na ostatnie zakupy, zakładamy lampki i ubieramy kurtki. W Wielkopolsce zastaje nas noc.

Szutrowa ścieżka w Jesionce © kamilzeswaja

Jesionkowe szutry © kamilzeswaja

Zachód słońca nad wielkopolskimi polami © kamilzeswaja

Ostatnie kilometry w ciemnościach
Wypad udany, obyło się bez awarii i kontuzji. Liczyłem na lepsze tempo, ale Mariusz miał gorszy dzień i to ja musiałem w większości nadawać tempa. Oczywiście trasę można by trochę zmodyfikować, ale chcieliśmy odwiedzić Jezioro Plichowickie, trasę Kolej na rower i Jesionkowe szutry. Reszta miała drugorzędne znaczenie.
Przed ruszeniem w nasze ślady skonsultujcie się ze swoim psychiatrą lub cyklomejwenem, ewentualnie poproście rodziców o zgodę.
Zaliczone gminy: Jelenia Góra (250), Jeżów Sudecki (251), Wleń (252), Lwówek Śląski (253), Bolesławiec - gmina wiejska) (254), Bolesławiec - gmina miejska (255), Szprotawa (256).
- DST 204.60km
- Teren 5.00km
- Czas 08:14
- VAVG 24.85km/h
- VMAX 64.60km/h
- Temperatura 28.0°C
- Sprzęt Kellys Soot 50
- Aktywność Jazda na rowerze
Odwiedzić Prababkę
Wtorek, 11 maja 2021 · dodano: 11.05.2021 | Komentarze 1
Rowerowy wypad do Wrocławia już dawno chodził mi po głowie. Docelowo miałem tą trasę zrobić z bratem, ale przy jego rozjeżdżeniu ostatnimi czasy zajęło by to nam ze dwa dni. Ale podczas ostatniego wypadu z kumplem w okolice Sierakowa że możemy tą trasę zrobić razem. Pomysł był, urlop był, trasę wyznaczyłem na nowo i można było ruszać. W sumie robiłem za kierownika wycieczki :P
Pierwszym celem była Prababka, czyli Mekka miłośników kolarstwa Wzgórzach Trzebnickich, słynąca ze stromego podjazdu. My mając do pokonania niemało kilometrów na przełęcz wjechaliśmy od łatwiejszej strony.
Pierwszym celem była Prababka, czyli Mekka miłośników kolarstwa Wzgórzach Trzebnickich, słynąca ze stromego podjazdu. My mając do pokonania niemało kilometrów na przełęcz wjechaliśmy od łatwiejszej strony.

Ale zanim dostaliśmy się na Prababkę trzeba było dostać się do Wrocławia pociągiem. TLK, bez przedziału dla rowerów, ale za to w miarę szybko dostaliśmy się do stolicy Dolnego Śląska. Na peronie było szybkie szykowanie sprzętu i nakładanie filtrów ochronnych na słońce.

Na wrocławskim rynku od rana cisza i spokój.


Dwa kilometry przed Prababką pękła szprycha - na całe szczęście serwis poszedł szybko i mogliśmy jechać dalej.


Widok z Prababki

Nie wiem jak ale przez dolnośląskie wioski udało mi się wyznaczyć trasę po gładkich i bardzo rzadko uczęszczanych asfaltach.

Kolejnym celem był przejazd przez lubianą przeze mnie Dolinę Baryczy z przerwą w Rudzie Sułowskiej.


W tych okolicach popełniłem błąd nawigacyjny i nadrobiliśmy kilkanaście kilometrów.

Jest maj, jest rzepak



Wyjazd udany.

Wieczorem biegałem jeszcze za biegówką.
Kategoria >200
- DST 203.43km
- Czas 08:18
- VAVG 24.51km/h
- VMAX 46.73km/h
- Temperatura 17.0°C
- Sprzęt Scott Speedster 30
- Aktywność Jazda na rowerze
Swarzędzki maraton
Sobota, 22 września 2018 · dodano: 22.09.2018 | Komentarze 5
Szosowy maraton rowerowy "380 km na 380 lecie lokacji
Swarzędza". Była to pierwsza tego typu impreza na ziemi swarzędzkiej. Trasa
składała się z dwóch pętli, każda po nieco ponad 190 km.
Start (18:00 w piątek), półmetek (7:00 w
sobotę) oraz meta (sobota godz. 16:00) była na terenie pływalni w Swarzędzu. Z założenia miał to być przejazd
w normalnym szosowym tempie (25-30 km/h), z zabezpieczeniem w postaci samochodu
technicznego (z narzędziami, zapasowymi częściami, nocnym oświetleniem) do którego można było wrzucić swoje rzeczy. Łącznie miało
uczestniczyć osiemnaście osób.
Pierwsza pętla była prowadzona na południowy wschód od
Swarzędza w nocy, a druga pętla dzienna to tereny między Rogoźnem, Czarnkowem i
Obrzyckiem. Uczestnicy: sześć osób jechało cały dystans ponad 380 km, trzy przejechały
pętle nocną (miały jechać tez w dzień, ale wysokie tempo wykończyło nawet
głównego organizatora) i trzy osoby dołączyły w sobotę rano (w tym ja).
Osoby jadące obie pętle trochę zbyt ambitnie podeszły do
wydarzenia i cisnęły ile pary w nogach – także w trudnych warunkach panujących
na pętli nocnej (najpierw upał, a potem deszcz i wichura), a także podczas dnia
gdzie przez 100 km jechało się pod silny wiatr.
Na starcie zacząłem się zastawiać co ja tutaj robię, bo plan
był inny. Myślałem że po 200 km w nocy będą jechać w jakimś spokojniejszym tempie,
niestety szybko się przekonałem, że będzie ciężko. Dlaczego trzy osoby nie zdecydowały się jechać dalej.
Od samego początku zostało narzucone mocne tempo, starałem się trzymać koło i
dawać zmiany. Wytrzymałem tak do 70 km, ale o tym później. Prócz zbyt wysokiego
tempa kulało także trzymanie się w grupie. Po każdej przerwie trzeba było gonić
osoby, które ruszyły sobie za wcześnie (całe szczęście nasz wóz techniczny
neutralizował zbyt ambitnych).
Za Rogoźnem zaczęły się u mnie skurcze nóg i nie byłem w
stanie utrzymać tempa na podjazdach. Na DW178 stwierdziłem, że nie ma sensu taka
jazda i puściłem grupę wraz z samochodem do przodu, a ja zmagałem się sam z
wiatrem aż do Zielonejgóry. Do Obornik poszło jakoś gładko (skurcze odpuściły, wiatr
zaczął sprzyjać) i mogłem jechać własnym tempem. Za Obornikami zrobiłem sobie
pierwszą i jedyną przerwę podczas samotnej stukilometrowej jazdy. Wybór padł na
sklep GS. Dalej musiałem zmodyfikować nieco trasę (zmienił się wiatr), żeby dojechać
na metę o określonej porze. W Złotnikach wróciłem z powrotem na trasę
(oszczędzając ok 8 km). Na poligonie wykonałem telefon do brata gdzie znajduje
się grupa i okazało się że właśnie wyjeżdżają z Biedruska i leczą ok 50 km/h.
Na dogonienie ich oczywiście nie liczyłem. Ale w Wierzenicy dostaję telefon od
Sławka prowadzącego wóz techniczny:
- „Gdzie jesteś?” - „W Wierzonce”
- „ To czekaj za nami, bo my wyjeżdżamy z Kicina...”
Okazało się, że chłopaki robiły sobie przerwę co godzinę, a
ja jadąc równym tempem i jedząc w trakcie jazdy, wyprzedziłem ich o dobre kilka
kilometrów, mijając ich gdzieś na pauzie. Miny grupy widzącej mnie na przystanku
autobusowym w Wierzonce była bezcenna. I tak wspólnie, całą grupą (łącznie z
osobami które jechały tylko w nocy) dotarliśmy pod scenę na Jeziorem
Swarzędzkim.
Na mecie otrzymaliśmy pamiątkowe pucharki, bony na saunę, zaproszenie na siłownie i uścisk dłoni burmistrza (Na starcie każdy uczestnik dostał pamiątkową zawieszkę i bandanę).
Rower zostawiłem w Swarzędzu, bo nie było sensu męczyć się jeszcze 10 km pod wiatr.
Podsumowując: mimo braku porozumienia w grupie co do ustaleń dotyczących jazdy i niezbyt przychylnej pogody impezę można uznać za udaną. Czy odbędzie się jeszcze raz takie wydarzenie? Myślę, że w najbliższym czasie nie, bo nikt ze SwajBikeTeam nie ma tyle pary w nogach by dorównać osobą, które mają za osobą maratony typu BBT. Tego samego dnia odbywała się impreza "Cały Swarzędz na rowery", w trakcie której ludzie pokonywali trzy, kilkunastometrowe trasy z metą na swarzędzkiej scenie. Tak więc impreza na koniec miała bardzo fajną oprawę, a na wjeździe grała nam Swarzędzka Orkiestra Dęta. Głównym błędem popełnionym przeze mnie było nie zabranie nogawek. Przez co rozgrzane mięśnie nóg bardzo szybko mi się wychładzały, a zapowiadana temperatura 17 st. C była dopiero po 12:00. Inna kwestią jest to, że w tym roku mało jeździłem. I pokonanie 10% dystansu przejechanego od początku roku w jeden dzień było szaleństwem, ale nie niewykonalnym.
Mój brat zajmował się oprawą zdjęciową wydarzenia. Te ładniejsze wrzucone zdjęcia są jego autorstwa.
Więcej zdjęć.
Na mecie otrzymaliśmy pamiątkowe pucharki, bony na saunę, zaproszenie na siłownie i uścisk dłoni burmistrza (Na starcie każdy uczestnik dostał pamiątkową zawieszkę i bandanę).
Rower zostawiłem w Swarzędzu, bo nie było sensu męczyć się jeszcze 10 km pod wiatr.
Podsumowując: mimo braku porozumienia w grupie co do ustaleń dotyczących jazdy i niezbyt przychylnej pogody impezę można uznać za udaną. Czy odbędzie się jeszcze raz takie wydarzenie? Myślę, że w najbliższym czasie nie, bo nikt ze SwajBikeTeam nie ma tyle pary w nogach by dorównać osobą, które mają za osobą maratony typu BBT. Tego samego dnia odbywała się impreza "Cały Swarzędz na rowery", w trakcie której ludzie pokonywali trzy, kilkunastometrowe trasy z metą na swarzędzkiej scenie. Tak więc impreza na koniec miała bardzo fajną oprawę, a na wjeździe grała nam Swarzędzka Orkiestra Dęta. Głównym błędem popełnionym przeze mnie było nie zabranie nogawek. Przez co rozgrzane mięśnie nóg bardzo szybko mi się wychładzały, a zapowiadana temperatura 17 st. C była dopiero po 12:00. Inna kwestią jest to, że w tym roku mało jeździłem. I pokonanie 10% dystansu przejechanego od początku roku w jeden dzień było szaleństwem, ale nie niewykonalnym.
Mój brat zajmował się oprawą zdjęciową wydarzenia. Te ładniejsze wrzucone zdjęcia są jego autorstwa.
Więcej zdjęć.

Pamiątkowe zdjęcie w sobotę o 7:00






Tu zaczęła się moja samotna walka z wiatrem




Projektant ścieżek w Obornikach powinien płacić każdemu kto tamtędy odważy się jechać!

Przerwa przy GS Oborniki

Warta w Biedrusku




Moja trasa:
Kategoria >200, Trening/Maraton/Rajd
- DST 249.98km
- Czas 10:29
- VAVG 23.85km/h
- VMAX 52.54km/h
- Temperatura 27.0°C
- Sprzęt Scott Speedster 30
- Aktywność Jazda na rowerze
Poznań-Szczecin
Sobota, 10 września 2016 · dodano: 10.09.2016 | Komentarze 3
Trasa: Poznań - Lusowo - Rumianek - Pniewy - Międzychód - Sowia Góra - Gościm - Strzelce Krajeńskie - Barlinek - Pyrzyce - SzczecinKrótki opis trasy:
0 - 80 km: Jazda we mgle do Międzychodu. Ja mokry, rower mokry, dookoła też wszystko mokre. Temp. 16 - 17°C
81 km: Mgła opadła. Temperatura wzrasta.
99 km: Gościm - skurcz w lewym udzie, pedałuje tylko prawą nogą.
105 km: Goszczanowiec - nowy asfalt :).
110 km: szczęście nie trwa długo - wahadło, wylewają dalej nowy asfalt, czekam 5 min. na światłach, aż w końcu wszyscy ruszają na czerwonym.
117 - 129 km: kryzys, jadę 12 km/h.
129 km: przerwa regeneracyjna w strzeleckiej aptece, przygotowana przez koleżankę Dorotę.
156 km: w godzinę docieram do Barlinka. Podjazd pod ul. Kombatantów...
167 km: źle skręcam w Jesionowie, cofam się kilka kilometrów
178 km: Przelewice - wreszcie dobrej jakości asfalt
181 km: przerwa przy lokalnym sklepiku
193 km: w Pyrzycach wyjeżdżam na "starą trójkę" i do granic Szczecina jadę ze średnią powyżej 30 km/h
230 km: Zatrzymuję się przy tablicy Szczecin.
250 km: Melduję się na Gumeńcach.
Jutro jadę nad morze... samochodem teściowej :)

Wjeżdżam do Szczecina © kamilzeswaja

Szczeciński licznik rowerowy © kamilzeswaja
Kategoria >200, Zachodniopomorskie
- DST 197.62km
- Teren 100.00km
- Czas 11:20
- VAVG 17.44km/h
- VMAX 47.43km/h
- Temperatura 21.0°C
- HRmax 179 ( 90%)
- HRavg 149 ( 75%)
- Kalorie 8416kcal
- Podjazdy 1600m
- Sprzęt Author Dexter
- Aktywność Jazda na rowerze
Pierścień dookoła Poznania
Niedziela, 12 sierpnia 2012 · dodano: 13.08.2012 | Komentarze 3
Swarzędz – Gowarzewo - Tulce – Robakowo – Kórnik – Rogalin – Rogalinek – Mosina – Stęszew – Zborowo – Lusówko – Lusowo – Kiekrz – Złotniki – Biedrusko – Murowana Goślina – Rakownia – Dąbrówka Kościelna – Wronczyn – Kostrzyn – Trzek – Gowarzewo – SwarzędzPoprzednie lata podzieliłem sobie Pierścień dookoła Poznania na cztery odcinki:
południowo-wschodni
północno-wschodni
północno-zachodni
południowo-zachodni
Celem na ten rok było pokonanie pierścienia jednego dnia, jadąc zgodnie z ruchem wskazówek zegara. Większość szlaku pokonałem na pamięć. Co skutkowało tym że parę razy trochę pomyliłem drogę: przed i za Kórnikiem, między Drwęsą, a Lusówkiem pojechałem czerwonym szlakiem przez Ceradz Kościelny i Jankowice, a w lesie wronczyńskim skręciłem w następną drogę przez Jerzyn – w sumie nadrobiłem ponad 10 km, ale za każdym razem szybko wracałem na szlak.
Nie obyło się bez niespodzianek w postaci kapci: pierwszy na 80 kilometrze, drugi przed 160 kilometrem na Trakcie Poznańskim. Przy pierwszej panie pomógł mi Pan Leszek, wulkanizator z Dopiewa.
Zdjęcia i dokładny opis trasy można znaleźć w moich wcześniejszych wpisach.
To oznakowanie będzie mi się śnić po nocach :)

Kategoria >200, Pierścień dookoła Poznania